Marketing, odkąd wyprowadził się do sieci, musi korzystać z elektronicznej korespondencji. Zadanie to do prostych nie należy, bo podstawą wymiany korespondencji elektronicznej musi być baza adresów e-mail. Tę zaś można albo kupić (inna sprawa, że głównie nielegalnie), albo zebrać samemu. Drugi sposób, jakkolwiek bardzo czasochłonny, pozwala na lepsze targetowanie wiadomości.
Tutaj dochodzimy do tematu, o którym chciałem napisać, czyli dlaczego otrzymuję reklamy, których nigdy nie zamówiłem. Prawda jest taka, że skoro udostępnia się swoje dane osobowe jednej firmie, prędzej czy później zostaną one (zgodnie lub niezgodnie z prawem) upłynnione. Z mojego punktu widzenia jest to może nie fair, może jest nawet uciążliwe, ale z punktu widzenia agencji reklamowej przeprowadzającej mailing, musi to być przynajmniej niespójne i nielogiczne. Wysyłanie reklam „na ślepo” zazwyczaj nie wywołuje większego poruszenia. Potrzeba naprawdę dużo szczęścia, aby trafić losowo w całą grupę zainteresowanych osób.
Drugą sprawą jest forma takiej komunikacji. Tekstowe i obrazkowe, czyli HTML-owe maile mają różny oddźwięk, bo te pierwsze są mniej atrakcyjne, za to od razu widoczne, natomiast druga forma daje możliwość wyładowania mailingu fotografiami i grafiką, której i tak nie zobaczy nikt, kto wyraźnie sobie tego nie zażyczy. I tu trzeba dobrze się zastanowić, którą formę reklamy wybierzemy. Czy zainteresujemy czytelnika choćby na tyle, aby wyświetlił grafikę, czy damy mu trzy sekundy na zarejestrowanie nudnego wizualnie maila, co wbrew pozorom wcale może nie być złym rozwiązaniem.
Manipulacja, której tak często doszukujemy się w reklamach, jest zjawiskiem znacznie bardziej powszechnym. Każdy z nas stosuje czasem niektóre zabiegi, choć większość z nas nie jest tego świadoma. Nie możemy też zakładać, że manipulacja jest czymś z gruntu złym. Jest to jedynie jeden z wielu wariantów przekazu, ale z cała pewnością niezasługujący na miano chaotyczne lub nieprzemyślanego. Manipulacja to takie używanie słów, zwrotów, aby wymóc na odbiorcy określone działanie. Choć często twierdzimy, że się nami manipuluje, osoba, która potrafi odróżnić manipulację, nie jest na nią szczególnie podatna, więc to często powtarzane twierdzenie zwyczajnie nie jest prawdą. Reklama, owszem, jako jeden ze środków wyrazu może używać manipulacji, ale czy naprawdę wszyscy zwrócą uwagę na słowo „ale” albo zwrot „jeśli już”? To właśnie te dwa słowa, choć tak niepozorne i nadużywane, są często najsilniejszymi manipulatorami treści reklam. Musimy nauczyć się odróżniać manipulację od ordynarnego kłamstwa. Warto uświadomić sobie, że manipulacja wyziera w zasadzie z każdego zdanie, które ma jakikolwiek ładunek emocjonalny („chciałbym, żebyś kupił ten proszek”, „wolałabym, żebyś poszedł do innego sklepu”). Kłamstwo natomiast jest w reklamie zakazane i reklamy wprowadzające w błąd niejedną już firmę doprowadziły na skraj bankructwa. Jeśli uważamy, że jakaś reklama narusza tę zasadę, możemy skonsultować to z rzecznikiem praw konsumenta, który podpowie nam, co możemy dalej zrobić. Jeśli natomiast w czymś rozpoznajemy manipulację, musimy oduczyć się automatycznego nazywania jej złą.
Jak mówi krążący w internecie dowcip, jedynie człowiek potrafi wyciąć drzewo i na papierze z niego wykonanym napisać „chrońmy lasy”. Z tym, że podobne kampanie być może miałyby sens, w przeciwieństwie do nachalnych i irytujących ulotek rozdawanych na każdej ulicy. Ulotka, sama w sobie, złym środkiem marketingu nie jest. Jedyne, co czyni z niej bezużyteczny śmieć to idiotyczne zastosowania, na przykład reklamowanie w ten sposób hurtowni lub sklepów specjalistycznych. Z punktu widzenia reklamowanej firmy może się to opłacać, bo zysk przewyższy nakłady na promocję, jednak nie wlicza się w to straty zaufania, bo wielu klientów nie przyjdzie do firmy, która reklamuje się zupełnie bez pomyślunku. Zresztą w większości przypadków można znaleźć inne metody promocji, które dałyby większy zysk niż ulotki, a kosztowałyby mniej. Choć może rozdawanie ulotek ma jakiś sens… Gdyby nie ulotki, większość śmietników przy przystankach byłaby pusta i służby sprzątające nie miałyby co robić, padłoby na pewno kilka drukarni, a studenci bez ambicji musieliby stać się ambitnymi i poszukać lepiej płatnej pracy. Dobrze więc, zostawmy w świętym spokoju ulotki, ale proszę, błagam i zaklinam na wszystkie świętości: nie rozdawajcie pod toruńskim ratuszem ulotek hurtowni sanitarnej, bo będę musiał przeprosić za te słowa, jeśli przypadkowy przechodzień skorzysta z oferty i zaraz zamówi ze sto pisuarów!
Posiadanie własnej listy mailingowej jest dla wielu przedsiębiorstw poważnym atutem w czasie walki z konkurencją. Zawsze jest to pewna ilość potencjalnych klientów, do których nie trzeba „docierać”, a wystarczy jedynie odnowić z nimi kontakt, który w takiej czy innej formie został nawiązany już wcześniej. Budowa listy mailingowej wcale nie jest zadaniem prostym, bo gotowe zestawienie powinno być po pierwsze zgodne z prawem, po drugie maksymalnie celne, to znaczy obejmować jedynie odbiorców o określonych preferencjach, a po trzecie, rzecz jasna, powinna być to maksymalnie duża baza danych pod względem ilości rekordów.
Podanie i choćby najkrótsze opisanie cech dobrej reklamy jest syzyfową pracą, ponieważ każdego dnia powstają setki nowych reklam, z których każda może okazać się swoistym wyznacznikiem pewnego trendu. Bądź, co bądź, także reklamy mogą być modne lub niemodne. Niektóre nawet zaczynają żyć własnym życiem i wcale nie chodzi tu o prymitywne wulgarne przeróbki na YouTube, ale o szerokie naśladownictwo i rozpoznawalność także poza pierwotnym kanałem dystrybucji reklamy. Nie ma jednej recepty, która pozwoliłaby na zaprojektowanie i wykonanie reklamy, która odniesie tak spektakularny sukces, a zresztą nie zawsze jest on pożądany, ponieważ kiedy reklama zaczyna żyć własnym życiem, bardzo często nie funkcjonuje już jako łączna z kontekstem- nie przywołuje na myśl konkretnej firmy, marki lub produktu, przez co dla reklamodawcy jest praktycznie bezużyteczna, choć z cała pewnością popularność reklam może być jednym z wyznaczników jakości pracy agencji reklamowej.
Powiem od razu o co chodzi: irytują mnie reklamy, które mają do produktu przekonać wszystkich, bez wyjątku. Wydaje się, że niektóre agencje reklamowe zapominają o dość dawnym wynalazku, jakim jest targetowanie reklam. Szczególnie widoczne jest to zaniedbanie w reklamach internetowych, które wyraźnie idą w ilość, a nie jakość.
Na co dzień zamienne używanie słów „reklama” i „promocja” mieści się w kanonie poprawnej polszczyzny. Jeśli jednak udajemy się do agencji reklamowej to zaraz zostaniemy spytani, czy chodzi o promocję i o reklamę. To trochę tak jak z prostokątem i kwadratem: każda reklama jest promocją, ale nie wszystko, co jest promocją, musi być od razu reklamą.
E-marketing powoli zaczyna przeważać nad klasycznymi formami marketingu w budżetach wielu firm ze wszystkich sektorów gospodarki. Okazuje się jednak, że nie zawsze takie przesunięcie środków kończy się dobrze dla przedsiębiorstwa. E-marketing generalnie dysponuje większą ilością narzędzi, ponieważ każde z tradycyjnych narzędzi marketingowych ma swój e-odpowiednik, a poza tym wiele form jest charakterystycznych wyłącznie dla marketingu elektronicznego, na przykład reklama kontekstowa albo pozycjonowanie.